Legia Warszawa vs Sporting Lizbona – Wielki sukces.

Legia Warszawa Sporting Lizbona gol Guilherme Liga Mistrzów

©AFP/Getty Images

Odjidja-Ofoe najlepszy

Legia Warszawa zrobiła coś niemożliwego. Jeszcze dwa miesiące temu baliśmy się, że Legioniści nie strzelą gola w tegorocznej Lidze Mistrzów. Na szczęście piłka nożna jest grą nieprzewidywalną. Legia Warszawa po pokonaniu na własnym boisku Sportingu Lizbona zapewniła sobie awans do 1/16 Ligi Europy.

Pochwały

Wojskowi po raz kolejny pokazali, że potrafią grać w piłkę nożną. Mecze z Realem Madryt i Borussią Dortmund nie były przypadkowe o czym szczególnie w pierwszej połowie przekonał się Sporting Lizbona. Portugalczycy posiadali przewagę w posiadaniu piłki, ale to Legia stwarzała groźniejsze akcje. Co z tego, że masz piłkę skoro nie ma z tego efektu? Sporting Lizbona zbyt mozolnie rozgrywał piłkę, tymczasem Legia w swoim nowym stylu postawiła na szybkość. Dzięki tej taktyce wpadł pierwszy gol dla Legii, niestety Prijović znalazł się na pozycji spalonej.

Po raz kolejny chciałbym wyróżnić Vadisa Odjidja-Ofoe. Belgijski piłkarz znowu udowodnił, że wartość 4,5 miliona Euro nie jest przypadkowa. Głównie dzięki jego umiejętności utrzymania się przy piłce Sporting Lizbona musiał kończyć grę w dziesięciu. Jako jedyny z Legionistów starał się ukraść trochę cennych minut (świetnie grał pod faul). Odjidja-Ofoe świetnie potrafi zarządzać arytmią gry, wie kiedy zwolnić i kiedy przyspieszyć grę. Trzeba przyznać, że był bezapelacyjnie najlepszym piłkarzem Legii w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Michał Pazdan zagrał jak na reprezentanta Polski przystało bardzo solidnie. Oprócz jednej sytuacji z drugiej połowy trudno się przyczepić do jego gry. Warto również wspomnieć o Arkadiuszu Malarzu. Pomimo 36 lat na karku wciąż trzyma poziom. W każdej groźnej sytuacji łapał piłkę bardzo pewnie, a kiedy była potrzeba pokazania swoich ponadprzeciętnych umiejętności to nie zawiódł – mam szczególnie na myśli groźny strzał piłkarza Sportingu Lizbona z za pola karnego.

Legia Warszawa Sporting Lizbona Guilherme i Aleksandar Prijović Liga Mistrzów

©AFP/Getty Images

Trudno również nie pochwalić asystenta i strzelca gola. Guilherme świetnie wykończył akcję, a wcale nie było to takie proste przy agresywnej obronie piłkarza Sportingu Lizbona. Szkoda, że Brazylijczyk nabawił się urazu. Natomiast Aleksandar Prijović znowu był groźny dla obrońców. Szwajcar strzelił nawet gola, ale niestety nie został uznany (słusznie). Poza tym napastnik Legii miał jeszcze dobrą sytuację, w której uderzył piłkę w boczną siatkę oraz zanotował asystę, która zapewniła Wojskowym 3 punkty.

Brawa przede wszystkim dla architekta tego sukcesu. Jacek Magiera odmienił zespół. Z drużyny do „bicia” Legia Warszawa stała się rywalem równorzędnym dla bogatszych klubów piłkarskich. Piłkarze Mistrza Polski potrafią grać w piłkę nożną, co udowodnili niejednokrotnie. Największym problemem u Wojskowych była pewności siebie, inaczej mówiąc szwankowało przygotowanie mentalne. Na szczęście Jacek Magiera jest inteligentnym trenerem i dzięki trafnym słowom potrafił dotrzeć do głów piłkarzy. Pomógł uwierzyć piłkarzom, że nawet z Realem Madryt można grać jak równy z równym.

Taktyka

Trzeba przyznać, że trener Sportingu Lizboną zrobił mądre posunięcie w przerwie meczu. Nie wiem czy zwróciliście uwagę z kim rozmawiał Jorge Jesus przed wyjściem na drugą połowę meczu Legia Warszawa vs Sporting Lizbona. Trener gości dawał wskazówki Gelsonowi Martinsowi, który kilka razy skręcił Hlouska po przerwie. Widocznie Jorge Jesus dostrzegł fakt, że Czech jest sporo wolniejszy od jego piłkarza i nakazał swoim podopiecznym rozgrywać piłkę głównie prawą stroną boiska. Na szczęście posunięcie taktyczne Jorge nie okazało się w 100% efektywne.

Legia Warszawa Sporting Lizbona Adam Hlousek i Gelson Martins Liga Mistrzów

©AFP/Getty Images

W drugiej połowie Sporting Lizbona przycisnął Legię Warszawa. Problem w tym, że Wojskowi trochę za bardzo cofnęli się, dzięki czemu Portugalczycy łatwiej przedostawali się pod pole karne Arkadiusza Malarza. W takiej sytuacji wystarczy jedno podanie żeby rywal znalazł się w strefie zagrożenia. Legia powinna wyżej wywierać presję na przeciwniku.

Drugim problemem w grze Legii było utrzymanie się przy piłce. W drugiej części meczu aż prosiło się, aby piłkarze pograli piłką, zagrali pod faul – po prostu zwalniali grę. Tymczasem starali się jak najszybciej rozwiązać sytuację i dobić przeciwnika. Niestety zamiast efektu bramkowego Legioniści „nakręcali” tym Sporting Lizbona. Natomiast każde niecelne podanie zmniejszało pewność siebie Wojskowym oraz wymagało większego wysiłku, a wiadomo jak zmęczeni są gracze kiedy zegar pokazuje ostatni kwadrans meczu. Jedynie Vadis Odjidja-Ofoe potrafił utrzymać się przy piłce.

Co dalej?

Legię Warszawa czeka bój w 1/16 Ligi Europy. Mam nadzieję, że właścicielom Legii Warszawa uda się utrzymać skład w przerwie zimowej i wzmocnić ławkę rezerwowych. Myślę, że najbardziej przydałby się środkowy i lewy obrońca. Mecze z Borussią Dortmund i pierwszy ze Sportingiem pokazał jaki poziom prezentuje Jakub Czerwiński czy Maciej Dąbrowski. Niestety nie sprostali wymaganiom Europejskich Pucharów, dlatego przy absencji Jakuba Rzeźniczaka lub Michała Pazdana przydałby się wartościowy zmiennik.

Adam Hlousek prezentuje dobrą formę, ale przy kontuzji czy kartkach Legia Warszawa nie posiada w swoim składzie godnego następcy. Jacek Magiera w meczu z Borussią Dortmund musiał z konieczności ustawić Jakuba Rzeźniczaka na lewej stronie bloku defensywnego i wiemy jak się ten eksperyment zakończył (8 straconych bramek).

Jesień w wykonaniu Legii Warszawa była niesamowita. Najpierw Legioniści awansowali po 20 latach do Ligi Mistrzów. Później w czwartej kolejce Champions League zremisowali z ubiegłorocznym triumfatorem Realem Madryt i wreszcie w meczu kończącym zmagania odnieśli zwycięstwo z faworyzowanym Sportingiem Lizbona. Ten rok był bardzo udany w polskiej piłce nożnej i oby przyszły nie był gorszy.