Półmetek ćwierćfinałów Ligi Mistrzów.

Ćwierćfinały Ligi Mistrzów pierwsze mecze

Wszyscy w grze

Za nami pierwsze mecze ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Za największą niespodziankę można uznać wynik w Wolfsburgu, gdzie VFL pokonał Real Madryt 2:0. W pozostałych spotkaniach: FC Barcelona nie bez problemów pokonała Atletico, Bayern skromnie pokonał Benficę, a PSG zremisowało na własnym stadionie z Manchesterem City. Nikt z uczestników Ligi Mistrzów nie może być pewny awansu do półfinału, wszystko rozstrzygnie się w przyszłym tygodniu. Rewanże zapowiadają się bardzo emocjonująco (osobiście mam nadzieję, że zobaczę rzuty karne).


Bayern Monachium vs Benfica

Wynik trochę nie odzwierciedla emocji jakie towarzyszyły temu spotkaniu. Obie drużyny stworzyły mnóstwo sytuacji i to wcale nie Bayern Monachium musiał odnieść zwycięstwo. Oczywiście Bayern wygrał zasłużenie, ale przy odrobinie szczęścia Benfica mogła pokusić się nawet o małą zaliczkę przed rewanżem.

Początek meczu ułożył się znakomicie. Arturo Vidal wykorzystał podanie Bernata i gospodarze objęli prowadzenie. Na pierwszą groźną sytuację Benfici musieliśmy czekać do 19 minuty, kiedy Mitroglu próbował zaskoczyć Neuera strzałem głową. Minutę później powinno być 2:0 dla Bayernu. Thomas Mueller nie wykorzystał świetnego podania od Thiago, strzelił wprost w bramkarza rywali. W 29 minucie meczu powinien być rzut karny dla gości. Philipp Lahm zagrał ręką w polu karnym i nie wiem dlaczego polski sędzia nie wskazał na wapno. Pod koniec pierwszej połowy ciekawą szansę miał jeszcze Nicolas Gaitan, ale został zablokowany przez Vidala. Do przerwy Bayern prowadził 1:0, ale równie dobrze mógł remisować 1:1 albo prowadzić 2:0, ponieważ świetną sytuację zmarnował Mueller.

Druga połowa ćwierćfinału Ligi Mistrzów była równie ciekawa co pierwsza. Benfica w 57 minucie spotkania powinna doprowadzić do wyrównania, ale Neuer po raz kolejny nie zawiódł kolegów. Chwilę później próbował Bernat, niestety dla gospodarzy niecelnie. Najgroźniejszą sytuację Benfica stworzyła 6 minut później, kiedy uderzenie Jonasa z kilku metrów zablokował Javi Martinez. W dalszej części rywalizacji ponownie do głosu doszedł Bayern Monachium. Swoje szanse mieli Robert Lewandowski i Franck Ribery. Piłką meczu okazało się podanie Lewego. Polski napastnik otrzymał znakomitą piłkę od Vidala, ale w sytuacji sam na sam niecelnie zagrał do Lahma. Ta bramka mogła dać gospodarzom duży komfort przed rewanżem.

Bayern Monachium nie powinien narzekać na końcowy wynik meczu. Oczywiście mogli wygrać ten mecz 2:0 albo nawet 3:0, ale Benfica stworzyła kilka bardzo dobry okazji i jestem trochę zaskoczony, że nie udało im się strzelić wyrównującej bramki. Ogólnie miło zaskoczył mnie zespół z Lizbony. Goście nie postawili zamku przed własnym polem karnym, próbowali stworzyć okazje to strzelenia goli i mieli kilka naprawdę dobrych szans. Bayern Monachium wciąż jest faworytem tego pojedynku, ale jeśli Benfica pierwsza zdobędzie gola to wtedy może być różnie. W Portugalczykach widzę spory potencjał w ataku, więc jestem przekonany, że ze wsparciem kibiców zdołają strzelić przynajmniej jednego gola.

To nie był najlepszy mecz Roberta Lewandowskiego. Miał kilka okazji do poprawienia swojego dorobku bramkowego, ale w każdej sytuacji brakowało błysku. Najlepszą szansę na gola zmarnował w końcówce meczu, kiedy niecelnie podawał do Philippa Lahma. Każdemu piłkarzowi może przytrafić się słabszy mecz. Jestem przekonany, że Robert w kolejnych spotkaniach powróci do swojej formy strzeleckiej.


FC Barcelona vs Atletico

Spodziewałem się, że to będzie trudna przeprawa dla FC Barcelony. Diego Simeone słynie z tego, że potrafi świetnie ustawić zespół w obronie. Barca atakowała, a Atletico Madryt liczyło na powodzenie w kontrze. Liczyli, liczyli i się nie przeliczyli, bo Torres wzorowo wykorzystał prostopadłe podanie. Na Camp Nou pachniało niespodzianką.

Później wydarzyło się coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Fernando Torres trzykrotnie sfaulował rywali, za co otrzymał dwie żółte kartki w konsekwencji czerwoną. W mojej opinii Hiszpan zasłużył na taką karę i dziwi mnie reakcja Simeone. Nie wiem dlaczego Torres atakował tak agresywnie, przecież piłkarze FC Barcelony akurat w tych chwilach nie zagrażali bramce Jana Oblaka. Być może napastnik Atletico Madryt był przemotywowany i za wszelką cenę chciał wpłynąć na losy spotkania. W takiej sytuacji piłkarz nie myśli racjonalnie. Tak naprawdę to tylko Torres wie dlaczego postąpił głupio.

W dalszej części meczu Atletico Madryt było skazane na heroiczną walkę w defensywie. Piłkarze FC Barcelony robili wszystko, żeby odwrócić losy spotkania i udało się. Luis Suarez dwukrotnie pokonał Jana Oblaka, a Barca ostatecznie wygrała 2:1.

Antybohaterem tego pojedynku był sędzia Felix Brych. Słusznie wyrzucił z boiska Fernando Torresa, ale później powinien wyrzucić z boiska dwóch piłkarzy FC Barcelony. Najpierw nie ukarał żółtą kartką Sergio Busquetsa, który w drugiej połowie otrzymał żółty kartonik, jednakże w tej sytuacji byłoby to jego drugie upomnienie. Później nie zauważył niesportowego zachowania Luisa Suareza. Urugwajczyk dostał karę, ale tylko za jedno przewinienie. Sędzia chyba nie do końca panował nad całym widowiskiem. Mam nadzieję, że w rewanżu nie będzie aż tylu błędów arbitra.

Atletico Madryt wciąż ma szanse na awans do kolejnej rundy. Wystarczy, że strzelą gola i nie stracą żadnego. Potrafią grać solidnie w defensywie, mają atut w postaci Diego Godina, który potrafi świetnie grać głową. Wynik 1:0 jest bardzo prawdopodobny, ale jeśli FC Barcelona strzeli gola to już będzie po herbacie. Przy posiadaniu piłki 30-35% Atletico nie stworzy wielu okazji do pokonania ter Stegena, więc jeden gol musi wystarczyć. A Barca jeśli pokona Oblaka raz to zapewne pójdzie za ciosem, żeby dobić rywala. Wszystko zależy od defensywy zespołu z Madrytu oraz skuteczności tercetu Messi, Suarez, Neymar. Kto awansuje? Stawiam na FC Barcelonę.


PSG vs Manchester City

Przed ćwierćfinałami Ligi Mistrzów spotkanie PSG vs Man City zapowiadało się najciekawiej z czterech meczów. Obie drużyny prezentują wysoki poziom sportowy, więc oczekiwałem dobrego widowiska. Po pierwszym meczu mogę stwierdzić, że nie zawiodłem się. W tej rywalizacji było wszystko: gole, niewykorzystany rzut karny, zwroty akcji. Remis 2:2 nie wyklucza żadnej drużyny, więc rewanż zapowiada się jeszcze bardziej emocjonująco.

Ten mecz jest dobrym przykładem jak niewiele dzieli nas od zwycięstwa i porażki (oczywiście jeśli drużyny są na zbliżonym poziomie). Gdyby Zlatan Ibrahimovic strzelił rzut karny i wykorzystał sam na sam to PSG prowadziłoby 2:0 i jestem przekonany, że Anglicy nie zdołaliby doprowadzić do wyrównania. Tymczasem Szwed nie znalazł drogi do bramki, a Manchester City objął prowadzenie dzięki niecelnemu podaniu Blaise Matuidiego. Gospodarze mogli prowadzić 2:0, a przegrywali 0:1. Później nastąpił kolejny zwrot akcji, który nie powinien się wydarzyć, a przynajmniej szanse wystąpienia podobnego przypadku oceniam jak 1/100. Fernandinho podarował gola PSG, ponieważ zbyt nonszalancko zachował się przy wyprowadzaniu piłki. Co ciekawe gospodarze mogli nawet wyjść na prowadzenie, gdyby Matuidi celnie podał do Cavaniego.

W drugiej połowie również decydowały detale. Paryżanie chcieli strzelić gola na 2:1 i udała się ta sztuka. Adrien Rabiot wpakował z bliska piłkę do bramki. Mam wrażenie, że ten stały fragment gry był wyćwiczony, więc tym większy respect dla Blanca. Gdy wydawało się, że PSG dobije rywala bądź dowiezie zwycięstwo Manchester City wyprowadził ostatni cios. Fernandinho trochę przypadkowym strzałem pokonał Trappa. Co ciekawe to właśnie Brazylijczyk zawinił przy pierwszym golu dla gospodarzy, więc tym samym odkupił swoje winy.

Podopieczni Blanca mogą być trochę rozczarowani wynikiem. Z przebiegu meczu należało im się zwycięstwo, ale liczą się strzelone gole. Większe szanse na awans daję mimo wszystko Francuzom. Rok temu pokazali, że potrafią grać na angielskim terenie. Poza tym byli lepszą drużyną od Manchesteru City, brakowało jedynie skuteczności.


Wolfsburg vs Real Madryt

Muszę uderzyć się w pierś, bo skazywałem VFL Wolfsburg na pożarcie. Tymczasem Niemcy sprawili ogromną niespodziankę i są w tej chwili najbliżej półfinału Ligi Mistrzów ze wszystkich drużyn. Nikt nie będzie pamiętał w jakim stylu to osiągnęli, liczy się wynik.

Real Madryt stworzył naprawdę sporo sytuacji podbramkowych. Sam Karim Benzema mógł do przerwy dwukrotnie pokonać Diego Benaglio. Swoją szansę miał również Gareth Bale z rzutu wolnego, z dystansu próbował zaskoczyć Toni Kroos. A do przerwy to gospodarze prowadzili 2:0. W pierwszej sytuacji pomylił się sędzia, ponieważ piłkarz Wolfsburga kopnął się sam w nogę, Casemiro nie spowodował upadku rywala. Drugi gola to już zasługa podopiecznych Dietera Heckinga, którzy świetnie rozklepali obronę Realu Madryt. Królewscy nie grali tragicznie, pomimo tego przegrywali 0:2.

W drugiej części meczu Real Madryt dwoił się i troił, ale nie udało się choćby zmniejszyć rozmiarów porażki. Albo dobrze blokowali strzały obrońcy Wolfsburga, albo Królewscy byli po prostu nieskuteczni. Na uwagę zasługuje też fakt, że gospodarze mogli nawet strzelić trzecią bramkę, Andre Schurrle minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Ogólnie to nie był zły mecz Realu Madryt. Zabrakło tylko i aż zimnej krwi pod bramką Benaglio. Sędzia niestety podarował pierwszego gola gospodarzom, a wiadomo jak to jest kiedy strzelimy gola – wydziela się adrenalina, która daje kopa na kolejne kilka minut, z czego skorzystali piłkarze Wolfsburga i podwyższyli rezultat.

Nie jestem fanem Realu Madryt, jednakże nadal sądzę, że Królewscy awansują do półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Zidane’a wypruli się w El Clasico i akurat w środę przyszedł ten słabszy występ. Gra w wykonaniu Realu nie była zła, ponieważ stworzyli sporo sytuacji podbramkowych, ale nie potrafili zamienić swojej pracy na gole. Możliwe, że niektórzy piłkarze wygrali mecz już w szatni, dlatego nie było widać wielkiej determinacji. Na Santiago Bernabeu będzie inaczej. Zobaczymy Real Madryt, który zrobi wszystko, żeby pokonać VFL Wolfsburg.