Sporting Lizbona vs Legia Warszawa – analiza meczu.

Sporting Lizbona vs Legia Warszawa Liga Mistrzów

Jest nadzieja

Legia Warszawa doznała drugiej porażki w tegorocznych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Tym razem podopieczni Jacka Magiery musieli uznać wyższość Sportingu Lizbona. Na szczęście wynik meczu nie jest tak druzgocący, jak to było w pierwszej kolejce (0:6 z Borussią Dortmund). Tylko dwie bramki stracone i lepsza gra napawają optymizmem przed meczami z Realem Madryt.

Różnica w jakości

Początek meczu był bardzo udany w wykonaniu Legii Warszawa. Pressing Mistrzów Polski trochę zaskoczył gospodarzy, ale niestety taka kolej rzeczy nie mogła trwać długo. Od 15 minuty to Sporting Lizbona przejął inicjatywę. Nieustające ataki doprowadziły do objęcia prowadzenia, a po kilku minutach doszło do podwyższenia rezultatu. Legia nie była w stanie niczym odpowiedzieć i tak naprawdę dobrze, że Portugalczycy trochę spuścili z tonu w drugiej części spotkania, bo w przeciwnym razie wynik byłby znacznie gorszy.

Jedyne czym Wojskowi mogli się przeciwstawić to walką i zaangażowaniem, bo Sporting Lizbona ma po swojej stronie dużo lepszych piłkarzy. Nawet jeśli któryś z piłkarzy Sportingu był podwojony przez Legionistów to zawsze albo prawie zawsze wychodzili z opresji obronną ręką. Z kolei podopieczni Jacka Magiery nie potrafili poradzić sobie z pressingiem gospodarzy i często tracili piłkę, co gorsze robili to w niebezpiecznej strefie. Mi w pierwszej połowie najbardziej brakowało utrzymania się przy piłce. Legioniści zbyt szybko pozbywali się jej na rzecz rywala, szczególnie wtedy kiedy Sporting wyraźnie przeważał. Polscy piłkarze powinni w takiej sytuacji wybijać Sporting z rytmu, a tak naprawdę poprzez straty piłki jeszcze ich napędzali. Z drugiej strony żeby utrzymać się przy piłce trzeba mieć do tego świetnych piłkarzy. Niestety Legia Warszawa takich nie posiada, dlatego nie potrafili poradzić sobie z pressingiem Sportingu Lizbona.

Pozytywy

Pomimo porażki możemy znaleźć w grze Legii Warszawa parę pozytywów. Przede wszystkim dobry mecz w barwach Wojskowych rozegrał Jakub Rzeźniczak. W ostatnich tygodniach mówiło się o jego odejściu, ale ten mecz pokazał, że Jakub potrafi zagrać mecz na dobrym poziomie. Jego ocena byłaby trochę lepsza jeśli zachowałby się lepiej przy drugim golu dla Sportingu Lizbona. W tym przypadku Polski obrońca zgubił krycie, bo niewątpliwie odpowiadał w tej sytuacji za Basa Dosta. Ogólnie trener Jacek Magiera może być zadowolony z występu Rzeźniczaka, bo wiele razy ratował tyłek.

Druga połowa pokazała, że Legia potrafi grać w piłkę nożną. Piłkarze stworzyli kilka składnych akcji, ale kiedy dochodzili do pola karnego to chyba ogarniał ich strach przed strzeleniem gola. Niestety piłkarze wciąż nie radzą sobie ze stresem, bo jak inaczej wytłumaczyć zmarnowaną sytuację Miroslava Radovicia? Jestem przekonany, że w Ekstraklasie „Miro” strzeliłby gola. Jeszcze dużo pracy czeka trenera Jacka Magiery w sferze mentalnej.

Przy porażce ciężko szukać pozytywów, ale ja znalazłem jeszcze jeden. Legia Warszawa nie doznała druzgocącej porażki. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest lepsza gra w obronie. Jakub Rzeźniczak zagrał dobre spotkanie, Czerwiński nie robił rażących błędów, Malarz wybronił kilka wymagających strzałów. Hlousek i Bereszyński też zagrali całkiem solidnie, dlatego widzę lepszą przyszłość dla Legionistów. Jeśli chcesz osiągać lepsze wyniki to zacznij od poprawy gry w defensywie.

Do poprawy

Najsłabszym zawodnikiem w zespole Mistrza Polski był Steeven Langil. Nowy nabytek Legii Warszawa zagrał bardzo słabe spotkanie i po przerwie nie wybiegł już na murawę. Nie dość, że tracił piłkę w prosty sposób to jeszcze popełnił błąd w kryciu, który znakomicie wykorzystał Bryan Ruiz (gol na 1:0). Nie tego spodziewałem się po Langilu. Jacek Magiera powinien zastanowić się nad nowym rozwiązaniem na pozycji skrzydłowego. Oczywiście wszystko zależy od formy sportowej prezentowanej na treningach, dlatego nie potrafię wskazać następcy.

Legia Warszawa po raz kolejny straciła gola po stałym fragmencie gry. SFG w ataku i obronie niestety leżą. W tej kwestii trener Jacek Magiera musi bardzo dużo poprawić, jeśli Legia myśli o strzeleniu gola Realowi Madryt i skutecznej obronie własnej bramki. Na szczęście braki w stałych fragmentach gry można szybko nadrobić, więc przerwa reprezentacyjna powinna wystarczyć.

W ciągu kilku dni nowy manager Legii Warszawa odbudował sferę mentalną, ale do optymalnego poziomu jeszcze brakuje. Strach przed strzeleniem gola Sportingowi Lizbona (zachowania w polu karnym) dowodzi, że Legionistom brakuje pewności siebie, a tą można odbudować częściowo na treningu, a częściowo poprzez wygrane mecze. Dlatego bardzo ważne jest najbliższe spotkanie z Lechią Gdańsk, bo przy zwycięstwie Legii pozwoli zbudować podstawy do lepszej gry (większa pewność siebie piłkarzy = lepsza gra).