Kim byli piłkarze wszechczasów? Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, należałoby spisać wiele opasłych tomów, a pózniej zastanowić się, czy przypadkiem kogoś nie pominęliśmy. Messi, Ronaldo, Del Piero, Nedved, Maldini, Scholes, Giggs, Beckham, Cantona, Shevchenko, Ibrahimović, Cruyff, Van Basten, wreszcie faceci od brudnej roboty i superrezerwowi jak Ole Solskjaer czy Henrik Larsson…
Chociaż na samą wymianę tych nazwisk poświęcono sporą część wstępu, nie jest to nawet ułamek tego, co należałoby wspomnieć, chcąc oddać legendom sportu należny im szacunek. Skoro nie da się powiedzieć o wszystkich, wspomnijmy kilka z nich.
Narwany magik
Mistrzostwa świata rozegrane w 1998 roku we Francji pokazały światu kilka młodych talentów, które pózniej okazały się jednymi z najlepszych graczy, jakich dane nam było oglądać. To tam, grający wówczas w Juventusie Turyn Zinedine Zidane udowodnił, że jest urodzonym liderem, prowadząc Les Bleus do tytułu najlepszej reprezentacji świata.
Grający głównie na pozycji rozgrywającego Zidane był wyjątkowy z wielu względów. Piłkarsko nie miał sobie równych. Mimo świetnych warunków fizycznych, na murawie odznaczał się wyjątkową gracją i kiedy sytuacja tego wymagała — wymijał przeciwników jak tyczki, m.in. korzystając ze swojej popisowej sztuczki — słynnej „ruletki”. Budując atak zespołu, z chirurgiczną precyzją rozrzucał piłki kolegom i gdziekolwiek nie zagrał, stanowił filar zespołu.
